niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 2

-Hej Lou wstawaj-usłyszałam delikatny głoski
-Już zaraz wstaję Darlene daj mi 5 minut
-Wstawaj, bo się spóźnisz do pracy-zdecydowany głos przywoływał mnie do porządku.

Oczywiście zostałam pozbawiona kołdry i poduszki. Tylko jak to się stało, skoro Darlene stoi na końcu mojego łóżka, a poduszka jest zupełnie z innej strony...? Chwila moment!
Przecież wieczorem ktoś do nas przyszedł...Otworzyłam oczy zdecydowanym ruchem. I kogo tam zobaczyłam? Roześmianych od ucha do ucha moją ukochaną Darlene i Harry'go, który zwijał się ze śmiechu na podłodze.
_co Cię tak bawi?-warknęłam
-To, że gadałaś przez sen...
-Jak to?
-Normalnie.
-Ach dzień dobry panie Higgins. Jak chłopcy gotowi? A Louis już się nie gniewa za to, ze się z niego śmiałam?-usłyszałam głos śmiejącej się ze mnie Darlene.

Na szczęście złapałam poduszkę, która przed chwilą wylądowała na podłodze i rzuciłam nią w dziewczynę.


-Ała! Za co to?!
-Za całokształt.
-Bardzo zabawne-obruszyłam się.
-Biedne dziecko! Nic Cię nie boli?
-Nie.
-Pokaż-obejrzał moją głowę machając nią na wszystkie strony, po czym przycisnął mnie do siebie.-Chodź do mnie. Ja Cię wyprzytulam i będzie dobrze.
Słysząłam tłumiony śmiech Lou.
-Śmiej się śmiej, ale to mnie tuli jeden z najprzystojniejszych chłopaków na ziemi a nie Ciebię-powiedziałam i zaczęłam uciekać.
-A strzelić Cię?-usłyszałam.
-Biegasz jak stado słoni!-krzyknęłam i po chwili czułam, jak łapią mnie czyjeś silne ręce. I nie mówiłam o rękach Louise.
-Nie ładnie tak się wyrywać, jak Cię przytulam. A poza tym chyba siostra Cię szuka.
-Ygh...Dzięki-odpowiedziałam z e złością w głosie.
-Ahaha mam Cię!

I tak oto zaczęła się bitwa na poduszki, która skończyła się tym, że pierze latało wszędzie dookoła.
-A co się stało, ze tak wcześnie wstałaś?
-Harry mnie obudził, bo myślał, że coś Ci jest i dlatego gadasz. A ja skorzystałam z okazji i się z Ciebie troszkę ponabijałam...


Jak tak na nie patrzę, to nie powiedziałbym, ze to tylko przyjaciółki. One się zachowują kompletnie jak siostry. A korzystając z tego, że one się "biły" zakradłem się do kuchni. Po chwili do "mojego" małego królestwa wpadły dwie damy, ponieważ przyciągnął je zapach mojego dania.
Co chwilę zaglądały mi przez ramię patrząc co robię.
W końcu nie wytrzymałem i palnąłem:
-Wyjdźcie z mojej kuchni!

One zaczęły się śmiać. Jeszcze nie widziałem, zeby ktoś śmiał się tak donośnie, a jednocześnie słodko
-No co?-zapytałem
-Mamy...wyjść...z Twojej...kuchni?-zapytała Lou-I to z naciskiem na Twojej?
-No co? Każdemu się zdarza-zmieszałem się.-A poza tym, to wasza wina. To Wy się tu ciągle kręcicie i wpychacie głowy!
-Dobra dobra nie machaj tą łyżką, bo jeszcze coś komuś zrobisz. My wychodzimy udanej pracy szefie kuchni.

Darlene śmiała się dużo głośniej od Lou. Ona jest bardzo zabawną dziewczyną. Taką beztroską.
Po krótkim czasie wyszedłem z kuchni.
-Zapraszam do stołu moje panie
-Kurdę dzisiaj to widzę wszystko tutaj jest Twoje-powiedziała Darlene
-No oczywiście-mrugnąłem do niej.
-Wolne sobie koleżko.
-Oj tam. Lepiej spróbuj tych naleśników! Ale pychota-powiedziała z pełną buzią Dar.
-Bardzo się cieszę, ze Ci smakują-odpowiedział lokowaty podając jej następną porcję.
-Mmm faktycznie dobrze-powiedziałam

Naleśniki wręcz pochłonęłam. I to w rekordowym czasie. Szybko razem pozmywaliśmy, a ja zaczęłam szykować się do pracy. Gdy zeszłam na dół Harry i Darlene byli już gotowi do wyjścia. Moment...Darlene? A ona po co?
-A Ty czemu stoisz przy drzwiach?
-Bo wychodzę.
-Gdzie?
-Z Tobą do pracy. Harry zaproponował.
-Bez konsultacji ze mną-spojrzałam na niego z wyrzutem.
-No co...? A tak poza tym, to powinnaś malowac się delikatniej. Do takiej ładnej cery nie jest potrzebny mocny makijaż.
-Ale...wtedy wyglądam powazniej.
-No właśnie i co z tego masz...?- powiedział delikatnie ścierając nadmiar cienia z powiek loczek.
-W sumie to nie wiem...
-Dobra chodźmy. O widzisz teraz jest lepiej, bo jaśniej.

Wyszliśmy z domu i zapakowaliśmy się do samochodu.
-Kierunek: praca Lou!-krzyknęła Dar
-Tak tak, ale nie wydzieraj się tak. I pamiętaj zachowuj się tam przyzwoicie.
-Przyzwoicie?-prychnął loczek-Tam się tak nie da.
Pokręciłam głową, ale w duchu przyznałam mu pełną rację.
Odpaliłam silnik auta i ruszyliśmy.
Droga była przyjemna nie powiem, ale do czasu.
-Och nie. Ale korek!
-Lou spokojnie mamy zapas 15 minut.
-Tylko 15 minut-powiedziałam omijająco
-Damy radę.
Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce miałam 15 minut spóźnienia.
-No pięknie! Pan Higgins będzie wściekły!
-Nie będzie zobaczysz.

Weszliśmy do budynku.
-Dzień dobry-powiedziałam do sekretarki.-Jest już pan Higgins?
-Nie ma go jeszcze stoi w korku-uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Wspaniale dziękuję bardzo.
Pognaliśmy na górę, a tam już czekała na nas reszta chłopców.
-Cześć chłopaki. Przepraszam za spóźnienie, ale jak widzicie miałam mały nadbagaż...
-Kogo nazywasz nadbagażem?!-powiedziała Dar
-Ja? Nie nikogo. Słyszeliście coś?
-Ja słyszałem-powiedział szybko Louis
-Dzięki panie obrażalski-powiedziałam i opadłam na fotel.
-Zawsze do usług madame.- dodał po chwili

Później słyszałam już tylko śmiech Darlene. I... Hmmm chyba zasnęłam na fotelu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz