sobota, 14 września 2013

Rozdział 3

Siedziałem na fotelu i patrzyłem na Lou. Kurcze no byłem na nią zły, ale z drugiej strony nie wiedziała, ze to ja się wtedy przewróciłem. Leży bez ruchu już dość długo... Chwila chwila czy ona śpi? Zaśmiałem się. Nie mogłem wytrzymać i zacząłem śmiać się w niebogłosy.
-Louis co Ci się stało?-zapytał Zayn
-Jaa. Nie nic nieważne-mówiłem śmiejąc się jednocześnie.
-No nie wiem-wtrącił Niall
-Ale ja wiem już nic.
Teraz podszedł do mnie Harry, zniżył się, żeby mieć swoje oczy na wysokości moich. Dobrze się rozejrzał, po czym sam zaczął się śmiać.
-No nie dosyć tego. Ja też chcę.-powiedział Zayn i chwilę później stał przy mnie.
Podszedł do mnie każdy po kolei, oprócz Darlene i teraz już wszyscy trzymaliśmy się za brzuchy, bo tak bolały nas od śmiechu. Dziwiło mnie to, że Dar nie podeszła zobaczyć co nas tak śmieszy.
-A Ty nie chcesz zobaczyć z czego się śmiejemy?
-Ja wiem z czego się śmiejecie...
-Jak to?
-Normalnie. Widziałam jak na nią patrzysz.
-Jak na nią patrzyłeś?-wykrzyknął Niall
-Normalnie.
-Ale myślałeś o niej.
-Nie prawda...
-Przyznaj się, bo cały się rumienisz.
-Myślałem tylko o tym jak się ze mnie śmiała.
-Nie tylko ona...-powiedziała ironicznie Darlene
-Mała nie pozwalaj sobie-zaśmiałem się, choć miało to brzmieć jak najbardziej poważnie.
-Mała to jest...
-Darlene! Nie próbuj tego kończyć!
-Czemu?
-Zrobię to za Ciebię.Mała to jest Twoja pała Tomlinson! Ona po prostu jest niska-powiedział jakże wspaniały Niall i odwrócił się do Dar z wielkim uśmiechem.
-Dokładnie-zaśmiała się.
-A skąd wiesz? Patrzyłeś?
-Eeee...
-Jak się chodzi z gołym tyłkiem po domu to tak jest-powiedział Zayn, a ja miałem ochotę go udusić.
-To jest akurat specjalność Harry'ego.
-No wiesz co-oburzył się Harry i poszedł w głąb korytarza.
-Dobra koniec tematu!-podniosła głos Dar
-Nie drzyj się tak!
-O Lou obudziłaś się.
-Dziwne by było to, gdybym spała w takim hałasie. Co tu się dzieje?
-No właśnie co tu się dzieje?-usłyszeliśmy głos i nasze głowy powędrowały w stronę windy. To był Paul.


-O matko. Dzień dobry panie Higgins.-Lou uśmiechnęła się szybko, po czym jednym ruchem ręki odgarnęła włosy z twarzy.
-Dzień dobry Lou. Witajcie chłopcy. O a kogo my tu mamy?
-Jestem Darlene. Miło mi.-powiedziałam szybko.
-Mi również. To Ty jesteś tą "siostrą" Louise?-zrobił w powietrzu cudzysłów Paul.
-Tak to ja.
-Dobrze wejdźmy do sali.
W pierwszym momencie wydawał mi się miły...Mimo to wiedziała, że dopiero w środku dowiem się jaki jest naprawdę.


Weszliśmy wszyscy do ogromnej sali.
-Co będziemy tutaj robić?-zapytała Dar.
-Ty i Lou nic. My będziemy mieć próbę tańca.
-Hahah wy? Próbę tańca? Dobry żart.
-To nie żart. My tańczymy...
-Taak? Nie widziałam jeszcze.
-To zobaczysz- wtrącił Niall i złapał Darię w pasie.-patrz raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy...
-Ałaaa Niall uważaj!
-O jej przepraszam Cię. Boli?
-Nie. Łaskocze.
Cała ta sytuacja wydawała mi się dość zabawna, ale mina Dar mnie przeraziła.
-Nic Ci nie jest?-zapytałem.
-Jest okej. Dziękuję Liam.
-Nie ma za co. Pomóc Ci dojść do ławki?
-Dam radę.
-Ja pomogę!-krzyknął Zayn i po chwili miał Dar w ramionach.
-Chłopaki możecie ją już zostawić? Boję się, że przez was wróci do domu przynajmniej z jedną częścią ciała w gipsie...
-Spokojnie nic jej nie będzie-powiedział Zayn.
Ale chyba w złym momencie, bo potknął się i wylądował na ziemi. I na nieszczęście prosto na Darlene.
-O matko! Mówiłam, że coś się stanie? Darlene żyjesz?
-Żyję. Wstań ze mnie Zayn.
-Hej Zayn...
-E co jak?
-Wstań ze mnie.
-Och wybacz zapatrzyłem się...
-Gdzie?
-Patrzyłem sobie na Twoje oczy.
-Taaa teraz tak mówi a tak naprawdę to pewnie mu się dobrze na Tobie leżało-wtrącił Harry
-Harry! Przecież to jeszcze dziecko. Opanuj hormony.-powiedziałem
-Opanowałem. Tylko się nabijałem.Już nie bądź taki nadęty Liam. Jak ma z nami przebywać, to musi się przyzwyczaić.
-Dobra koniec rozmowy-powiedział Paul i podszedł do szafki, z której wyjął magnetofon.

-To wy nawet do swoich piosenek tańczycie...?-zapytała ironicznie Darlene
-A jak myślisz czyje piosenki śpiewamy na koncertach?-powiedziął Niall
-Hmm... The wanted?
-Wypluj to!-krzyknął z kanapką w buzi
-Nie będę pluła na taką ładną podłogę.
-Dobra zaczynamy próbę. Ustawcie się.

Próba wyszła dość dobrze. Nie licząc tego, ze żaden z chłopaków nie znał układu i, że każdy tańczył jak i co chciał. A Lou jak to Lou cały czas się na coś dąsała. Pewnie słyszała jak się z niej nabijaliśmy i tyle. Ale nareszcie nadszedł koniec próby i wszyscy poszliśmy coś zjeść.
Myślałam, ze będę pierwsza, bo zaczęłam biec, ale na miejscu się zdziwiłam, bo Niall już tam siedział i jadł.
-Niall? Jak Ty się tu znalazłeś?
-Teleportacja-zaśmiał się i poklepał miejsce obok siebie.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się i zajęłam miejsce.
-Nie ma sprawy.
-Co jesz? Pachnie pięknie.
-A nie wiem w sumie...Chcesz spróbować?
-Jasne.


-Chcesz spróbować?
-Jasne.-powiedziała Dar
-Pewnie będzie kazał jej sobie iść i wziąć dla siebie.
-Nieee
-Mówię Ci.
-Założymy się?
-Okej o co?
-O paczkę ciastek-uśmiechnąłem się cwanie
-Okej-powiedział Zayn
-Proszę poczęstuj się-usłyszeliśmy odpowiedź Niall'a
-Aaaa hahahha wygrałem!-krzyknąłem w triumfie.
-Ciszej bądź Lou! Usłyszą nas.-uciszył mnie Zayn,
-No brawo dziewczyno-powiedział Harry podchodząc do pary przy stoliku.
-Za co?
-Niall właśnie podzielił się z Tobą jedzeniem. Jesteś wyjątkowa, bo nikomu jeszcze nie przypadł ten zaszczyt.
Patrzyłem jak Niall cały się czerwieni.
-A dzięki wam zarobiłem paczkę ciastek-zaśmiałem się i poklepałem przyjaciela po ramieniu.
-Jejku to miłe...
-To cała prawda-uśmiechnąłem się.-Mogę być świadkiem?
-Na czym?
-Na waszym ślubie oczywiście...
-Nie! Ja nim będę!-krzyknął Zayn
-Lepiej kup mi moje ciastka...

Reszta lunchu mijała w normalnej atmosferze. No nie licząc kłótni chłopaków i ciągłego gadania Paula i Lou.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 2

-Hej Lou wstawaj-usłyszałam delikatny głoski
-Już zaraz wstaję Darlene daj mi 5 minut
-Wstawaj, bo się spóźnisz do pracy-zdecydowany głos przywoływał mnie do porządku.

Oczywiście zostałam pozbawiona kołdry i poduszki. Tylko jak to się stało, skoro Darlene stoi na końcu mojego łóżka, a poduszka jest zupełnie z innej strony...? Chwila moment!
Przecież wieczorem ktoś do nas przyszedł...Otworzyłam oczy zdecydowanym ruchem. I kogo tam zobaczyłam? Roześmianych od ucha do ucha moją ukochaną Darlene i Harry'go, który zwijał się ze śmiechu na podłodze.
_co Cię tak bawi?-warknęłam
-To, że gadałaś przez sen...
-Jak to?
-Normalnie.
-Ach dzień dobry panie Higgins. Jak chłopcy gotowi? A Louis już się nie gniewa za to, ze się z niego śmiałam?-usłyszałam głos śmiejącej się ze mnie Darlene.

Na szczęście złapałam poduszkę, która przed chwilą wylądowała na podłodze i rzuciłam nią w dziewczynę.


-Ała! Za co to?!
-Za całokształt.
-Bardzo zabawne-obruszyłam się.
-Biedne dziecko! Nic Cię nie boli?
-Nie.
-Pokaż-obejrzał moją głowę machając nią na wszystkie strony, po czym przycisnął mnie do siebie.-Chodź do mnie. Ja Cię wyprzytulam i będzie dobrze.
Słysząłam tłumiony śmiech Lou.
-Śmiej się śmiej, ale to mnie tuli jeden z najprzystojniejszych chłopaków na ziemi a nie Ciebię-powiedziałam i zaczęłam uciekać.
-A strzelić Cię?-usłyszałam.
-Biegasz jak stado słoni!-krzyknęłam i po chwili czułam, jak łapią mnie czyjeś silne ręce. I nie mówiłam o rękach Louise.
-Nie ładnie tak się wyrywać, jak Cię przytulam. A poza tym chyba siostra Cię szuka.
-Ygh...Dzięki-odpowiedziałam z e złością w głosie.
-Ahaha mam Cię!

I tak oto zaczęła się bitwa na poduszki, która skończyła się tym, że pierze latało wszędzie dookoła.
-A co się stało, ze tak wcześnie wstałaś?
-Harry mnie obudził, bo myślał, że coś Ci jest i dlatego gadasz. A ja skorzystałam z okazji i się z Ciebie troszkę ponabijałam...


Jak tak na nie patrzę, to nie powiedziałbym, ze to tylko przyjaciółki. One się zachowują kompletnie jak siostry. A korzystając z tego, że one się "biły" zakradłem się do kuchni. Po chwili do "mojego" małego królestwa wpadły dwie damy, ponieważ przyciągnął je zapach mojego dania.
Co chwilę zaglądały mi przez ramię patrząc co robię.
W końcu nie wytrzymałem i palnąłem:
-Wyjdźcie z mojej kuchni!

One zaczęły się śmiać. Jeszcze nie widziałem, zeby ktoś śmiał się tak donośnie, a jednocześnie słodko
-No co?-zapytałem
-Mamy...wyjść...z Twojej...kuchni?-zapytała Lou-I to z naciskiem na Twojej?
-No co? Każdemu się zdarza-zmieszałem się.-A poza tym, to wasza wina. To Wy się tu ciągle kręcicie i wpychacie głowy!
-Dobra dobra nie machaj tą łyżką, bo jeszcze coś komuś zrobisz. My wychodzimy udanej pracy szefie kuchni.

Darlene śmiała się dużo głośniej od Lou. Ona jest bardzo zabawną dziewczyną. Taką beztroską.
Po krótkim czasie wyszedłem z kuchni.
-Zapraszam do stołu moje panie
-Kurdę dzisiaj to widzę wszystko tutaj jest Twoje-powiedziała Darlene
-No oczywiście-mrugnąłem do niej.
-Wolne sobie koleżko.
-Oj tam. Lepiej spróbuj tych naleśników! Ale pychota-powiedziała z pełną buzią Dar.
-Bardzo się cieszę, ze Ci smakują-odpowiedział lokowaty podając jej następną porcję.
-Mmm faktycznie dobrze-powiedziałam

Naleśniki wręcz pochłonęłam. I to w rekordowym czasie. Szybko razem pozmywaliśmy, a ja zaczęłam szykować się do pracy. Gdy zeszłam na dół Harry i Darlene byli już gotowi do wyjścia. Moment...Darlene? A ona po co?
-A Ty czemu stoisz przy drzwiach?
-Bo wychodzę.
-Gdzie?
-Z Tobą do pracy. Harry zaproponował.
-Bez konsultacji ze mną-spojrzałam na niego z wyrzutem.
-No co...? A tak poza tym, to powinnaś malowac się delikatniej. Do takiej ładnej cery nie jest potrzebny mocny makijaż.
-Ale...wtedy wyglądam powazniej.
-No właśnie i co z tego masz...?- powiedział delikatnie ścierając nadmiar cienia z powiek loczek.
-W sumie to nie wiem...
-Dobra chodźmy. O widzisz teraz jest lepiej, bo jaśniej.

Wyszliśmy z domu i zapakowaliśmy się do samochodu.
-Kierunek: praca Lou!-krzyknęła Dar
-Tak tak, ale nie wydzieraj się tak. I pamiętaj zachowuj się tam przyzwoicie.
-Przyzwoicie?-prychnął loczek-Tam się tak nie da.
Pokręciłam głową, ale w duchu przyznałam mu pełną rację.
Odpaliłam silnik auta i ruszyliśmy.
Droga była przyjemna nie powiem, ale do czasu.
-Och nie. Ale korek!
-Lou spokojnie mamy zapas 15 minut.
-Tylko 15 minut-powiedziałam omijająco
-Damy radę.
Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce miałam 15 minut spóźnienia.
-No pięknie! Pan Higgins będzie wściekły!
-Nie będzie zobaczysz.

Weszliśmy do budynku.
-Dzień dobry-powiedziałam do sekretarki.-Jest już pan Higgins?
-Nie ma go jeszcze stoi w korku-uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Wspaniale dziękuję bardzo.
Pognaliśmy na górę, a tam już czekała na nas reszta chłopców.
-Cześć chłopaki. Przepraszam za spóźnienie, ale jak widzicie miałam mały nadbagaż...
-Kogo nazywasz nadbagażem?!-powiedziała Dar
-Ja? Nie nikogo. Słyszeliście coś?
-Ja słyszałem-powiedział szybko Louis
-Dzięki panie obrażalski-powiedziałam i opadłam na fotel.
-Zawsze do usług madame.- dodał po chwili

Później słyszałam już tylko śmiech Darlene. I... Hmmm chyba zasnęłam na fotelu.

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 1

Poniedziałek i pierwszy dzień pracy. A dostałam ją nie powiem jakna pstryknięcie palcami. Być może to z powodu makijażu, ktory nakładam na siebie...? Nie mam pojęcia. Choć wiele moich znajomych uważa, ze powinnam malować się tak, jak wskazuje na to mój wiek.
Ale jak się chce miec dobra pracę, to trzeba się poświęcać. Szczególnie kiedy się ma taką pracę jak ja.
-Dzień dobry panie Higgins.
-Dzień dobry Louise. Świetnie dzisiaj wyglądasz! Czy to nowy tusz do powiek?-zaśmiał się
-Cień. Tak nowy. Miło, że pan zauważył-uśmiechnęłam się.
-Za chwilę poznasz z kim będziesz pracować. Zdenerwowana?
-Eeem...Bardziej w tym aspekcie, ż enie wiem kto to...
-O to się nie martw to świetni ludzie.A jacy błyskotliwi!
-Zaraz się przekonamy-chrząknęłam, po czym zobaczyłam jak drzwi się uchylają a do środka zgląda chłopak. Z początku myślałam, ze to po prostu jakiś pomocnik, czy coś ale myliłam się...
-Och już jesteście. Śmiało wchodźcie. Nie wstydźcie się.
Do pokoju weszła piątka chłopczyków.
-A więc Liam, Niall, Louis, Zayn, Harry. Poznajcie się.
-Po ile mają lat?
-Harry 19. Louis 22, a reszta po 20.


-No dobra może nie chłopczyków. Ale przysięgam, że tak wyglądali!
-Dobra dobra to który wpadł Ci w oko?-zaśmiała się Dar. Uwielbiałam ją za to.
-Żaden. Nie może podobać mi się ktoś z kim pracuję.
-Oj nie bujaj przecież widzę. Rumienisz się kochana i jak nigdy.
-Dobra skończmy temat. Uznajmy, że wszyscy są tam przystojni...
-Tylko...?-zaśmiałą się
-No mówię, ze nic. I Paul zauważył mój nowy tusz do powiek-pruchnęłam
-Tusz? Chyba cień.
-To jest facet dziwisz się?
-No w sumie to nie...
-Własnie. To co na kolację?
-No, bo wiesz... Kolacja była, ale długo Cię nie było a ja byłam glodna i wiesz...
-Wiem wiem. Dobra chodźmy na miasto. Ja stawiam!-krzyknęłam wychodząć z mieszkania.
-Uwielbiam wychodzić z Toba na miesto-uśmiechnęła się dziewczyna dopinając płaszcz.
-czemu?
-No w sumie to nie wiem...Czuję taka jakby wolność.
-E tam.
-No tak w domu nigdy nie czułam takiej swobody...
-Nie marudź już.
-Dobra to gdzie idziemy? Proponuję McDonalda-uśmiechnęła się szeroko Dar
-Blach wiesz, że tego nie lubię...
-Dobra to co innego?
-Hm...
-Więc...?
-Poczekaj myślę.
-Myśl szybciej głodna jestem.
-A Tobie ciągle jedno w głowie. Dobra mam chodźmy do kawiarenki na jakieś ciastko.
-Okej.
Poszłyśmy dość już cichą ulicą w wymierzony cel. Złożyłyśmy zamówienia i zaczęłyśmy rozmowę.
-Dobra to teraz opowiadaj dokładnie jacy oni są. No i kto to jest, bo do tej pory tego nie zrobiłaś.-powiedziała z lekkim wyrzutem.
-No cóż...Są mili dobrze ułożeni. Ale powagi to im brakuje zdecydowanie.
-A powiesz mi kto to...? Czy mam zadzwonić do pana H. i sama się zapytać?
-No dobra uwaga...To jest One Direction.
-No coś Ty!-zachłysnęła się popijając gorącą czekoladę.
-Poważnie.
-Ty to umiesz znaleźć dobra pracę...
-To nie ja ją znajduję. To ona znajduje mnie- mrugnęłam i zasmiałam się
-Tak mało mi powiedziałaś...Jacy oni są nooo
-Już Ci mówiłam trzeba ich nauczyć powagi.
-To chyba raczej dla Ciebie praca nie będzie...
-Och no wiesz!
-Mówię poważnie. Pamiętasz tego chłopaka, który biegł za jakimś samochodem, po czym upadł do kałuży? Zaczęłaś się z niego śmiać w trakcie "lotu"-zrobiła cudzysłów palcami i zaczęła się smiać.
Ale taka była prawda. Nie zdąrzył się przwrócić a ja już się śmiałam...
-Tylko wiesz jest mały szczegół
-Jaki?
-Ten chłopak to był Louis. Po prostu chłopaki się z niego nabijali i pojechali zostawiając go.
-Nie żartuj.
-Nie żartuję. Cały dzień się dzisiaj o to dąsał...

*kilka godzin wcześniej*
-To jest Louise. Będzie mi pomagać jako moja zastępczyni-uśmiechnął się Paul.
-Bardzo się cieszymy, że będziemy z Tobą pracować-wyszczerzył się Liam.
-Ja też.-odwzajamniłam uśmiech.-Lou czemu mi się tak przyglądasz...?
-Przypominasz mi kogoś...
-Kogo?
-Wiesz...kilka dni temu chłopaki sobie ze mnie zażartowali i zostawili mnie jak robiłem zdęcie z fanką. Biegłem za autem, po czym wywaliłem się do kałuży. Były tam dwie dziewczyny. I jedna miała ze mnie chyba niezły ubaw. Nie znasz jej może?
-Eeemm...Nie.-zaczerwieniłam się.
-Kręcisz.
-Ja naprawdę nie wiem kto to.
-Czerwienisz się.
-ech...No dobra to byłam ja...
-Twoja siostra musiała też mieć niezły ubaw.
-To...nie była moja...siostra-powiedziałam
-To kto?
-Bliska przyjaciółka.

No właśnie a tak dokładnie to jak z nią jest? Mało kto to wie. Wszyscy myślą, że jesteśmy siostrami. I... no cóż same przyjęłyśmy taką wersję. Długo się znamy. Dużo o sobie wiemy. Czujemy się bardziej jako siostry, ale wszyscy wiedzą, ze się przyjaźnimy.

-Jak bliska?
-Bardzo bardzo bliska.
Jeden z chłopaków wstał i podszedł do mnie. Jak mniemam to był Niall. Czy jakoś tak.
-Lou... Czy Ty jesteś..no wiesz...
-Co?
-No wiesz...
-Że wolę dziewczyny? Niee.
-Uf to dobrze...
-Niall!-powiedział stanowczo mój pracodawca.
No co? Chciałem się upewnić.
-Nic nie szkodzi-odparłam szybko.

*kawiarnia*
-Masz rację. Powagi to im brakuje-powiedziała Darlene, gdy skończyłam opowiadać.
-Oj tak.
-Dobrze zbierajmy się. Późno już a Ty jutro masz pracę kochana.
-No skoro musimy iść...
-Tak już szoruj do domu!-śmiała się mówiąc to.
Po drodze zaczął padać deszcz.
-No świetnie! Tego brakowało.
-Mówiłam Ci, zebyś się szybciej zbierała.
-Dobra nie chce się kłócić o jakiś głupi deszcz-powiedziałam, choć we mnie już się gotowało.
Po jakimś czasie mi się zebrało na uczucia...
-Ech...
-Co?
-Teraz to jakiś chłopak by się przydał...
-Oj tam po co Ci chłopak jak masz mnie.-krzyknęła Dar po czym wręcz przyssała mi się do policzka.
Gdy w końcu się ode mnie oderwała powiedziałam z ulgą:
-No nareszcie. Myślałam, ze mi obślinisz całą twarz.
-No wiesz co...-oburzyła się
-Oj no żartuję idziesz czy mam Cie tutaj zostawić?
-Juz idę idę ale za to robisz mi gorącą czekoladę.
-Dobrze, ale zaraz po tym idę spać. Ktoś przecież musi iść do pracy. I nie jesteś to Ty...
-Powtarzaj to częściej...
-Nie chodzisz do pracy. Nie chodzisz do pracy.-drażniłam się z nią.

W końcu poszłyśmy do domu a ja pierwsze co zrobiłam, to zrzuciłam z siebie mokrą koszulkę.
-Nie chodź tak.
-Czemu?
-A jak ktoś przyjdzie? Pomyślałaś o tym?
-E tam o tej godzinie nikt nie przychodzi...
I sekundę po tym jak skończyłam mówić to zdanie zadzwonił dzwonek do drzwi. A ja zapominając, że jestem bez koszulki poszłam otworzyć myśląc, ze to sąsiadka.
Otworzyłam drzwi, po czym zamurowało mnie.


Nie wiedziałam kto dzwonił, więc wychyliłam się zza ściany i podsłuchiwałam.
-A...Ale co pan tu robi?
-Oj tam znowu pan mów mi Harry.
-No dobrze Harry. Co Ty tu robisz?
-No bo wiesz...pada deszcz i trochę przemokłem. Mogę wejść?
-Louise. Koszulka-szepnęłam a ona szybko się zakryła.
-Tak jasne wchodź.Dzięki-powiedziała, a tą drugą część trochę ciszej.Rzuciłam jej coś suchego.
-Ładnie tu macie-powiedział loczek.
-Dzięki.Rozgość się.
-A czy nie byłby to problem gdybym został dzisiaj na noc?
-Pewnie, ze nie. Pojedziemy jutro razem do pracy.
-A gdzie on będzie przepraszam spał?-wtrąciłam
-Na łóżku na górze-wystawiła mi język.
-A ja pewnie na kanapie-powiedziałam do siebie.
-Dobra ja idę sie umyć przebrać i spać. Harry jak chcesz poznaj Darlene i pogadajcie sobie.
-To jest ta Twoja przyjaciółka?
-Tak to ona. Dobranoc.
-Dobranoc-powiedzieliśmy jednocześnie.
-A więc...jak się tu znalazłeś?
-Wiesz jestem z takiego małego miasta Holmes Chapel niedaleko Londynu. A tutaj przyjechałem na casting do x-factor.
-Nie mówię o Londynie. Mówię o naszym domu-zaśmiałam się
-Aaaa no to byłem sobie na spacerze i nagle zaczął padać deszcz. Przyjechałem autem, które mi się zepsuło. No to zadzwoniłem do Paula i mu wszystko powiedziałem. A on podał mi Wasz adres. I oto jestem-opowiedział gestykulując rękami. I nawet uśmiechnął się na końcu i zrobiły mu się taki słodkie dołeczki...
Chwila moment... A jeżeli to nie przypadek, że tutaj przyjechał? Może tylko buja o tym samochodzie? Dziwnie się czuje w jego towarzystwie. Jakby on tu przyjechał w konkretnym celu a nie" bu mu się zepsuł samochód"...
-Może pomyślisz, że zwariowałam, ale wolę zapytać od razu.
-Dawaj.
-Czy przybyłeś tutaj w jakimś konkretnym celu...?-zapytałam niepewnie
-Niee dlaczego
-Tak po prostu pytam. Wiesz ja już dzisiaj odpadam. Dobrej nocy.
-Dobranoc. A Darlene zaprowadzisz mnie do pokoju?
-Jasne.Chodź.
Zaprowadziłam go na górę, po czym sama poszłam przygotować sobie łóżko.


Jejku obie dziewczyny są bardzo miłe. A Darlene ma taką dziecięcą buźkę. Słodka taka. Wydaje się dużo młodsza niż jest. Ale moment...Ile ona ma właściwie lat?
Mniejsza o to. Miło mi się z nimi obiema spędza czas.
Ale dobra koniec rozmyślań, bo znowu się nie obudzę na czas i się spóźnię i Paul już na pewno mnie zabije...
Dobranoc wszystkim.